https://wyborcza.pl/7,75398,32664362,muppety-i-podziemne-panstwo-pis.html#s=S.TD-K.C-B.5-L.1.duzy
"Podziemne państwo PiS" ma się dobrze. A jego kadry czekają, by wrócić do władzy.
Idąc do władzy pod hasłami walki z "układem III RP" Jarosław Kaczyński wskazywał rządzące Polską powiązania dawnych służb specjalnych, ich agentury, biznesu oraz polityków. Nazywano to albo "szarą siecią", albo "stolikiem do gry", który trzeba wywrócić. Według tej wizji, pod powierzchnią państwa pulsuje niekontrolowany przez instytucje demokratyczne organizm, rządzony przez mroczne siły i zależności. Wszystko spinają mityczne "służby" kontrolujące wprost lub przez swoich agentów najważniejsze aspekty życia publicznego. Bez ich wiedzy i pozwolenia nic nie może się zdarzyć. Jest to koncepcja taka sama jak "deep state" czyli "głębokie państwo" wskazywane jako główny wróg przez Trumpa i jego ruch MAGA.
PiS-owi nigdy nie udało się złapać "układu", a dokonywane próby kończyły się albo tragedią (śmierć Barbary Blidy) albo ośmieszeniem (operacja przeciwko b. prezydentowi Kwaśniewskiemu). Być może dlatego przez ostatnich 8 lat rządów tej partii, PiS zaprzestał ścigania układu. I zaczął tworzyć własny.
Ujawnione przez "Wyborczą" okoliczności operacji CBA o kryptonimie „Muppety" pokazują PiS-owskie "Deep state" jako twór skończony. I gdyby nie fakt, iż w tej sprawie postawiono już zarzuty, niektóre szczegóły byłyby nie do uwierzenia. Oto wysoki rangą funkcjonariusz CBA (szef delegatury w Warszawie) dogaduje się ze swoim znajomym z Sopotu – prezesem lokalnego klubu tenisowego w kwestii zniszczenia prezydenta miasta, Jacka Karnowskiego. Cel mają polityczny (Karnowski jest groźnym dla władzy politykiem ówczesnej opozycji) i biznesowy (obrona atrakcyjnych dla inwestycji terenów kortów tenisowych). Operacja zaczyna się od zarejestrowania prezesa klubu jako Osobowego Źródła Informacji, czyli tajnego współpracownika CBA. Jego prowadzącym jest wspomniany funkcjonariusz. Razem tworzą fałszywe dowody, na podstawie których zakładają Karnowskiemu system szpiegujący Pegasus. Tą drogą uzyskują informacje przydatne dla PiS i pomagające w walce o sopockie korty. Gdy zmienia się władza, hierarchia ulega odwróceniu. Oficer prowadzący zostaje wiceprezesem klubu, którym kieruje jego agent.
Związek służby-agentura-polityka-biznes jest tutaj ścisły. Na przypadek nie ma miejsca. A przecież Sopot to tylko przykład. Swoich zaufanych ludzi służby PiS ulokowały Trybunale Konstytucyjnym, spółkach skarbu państwa, Narodowym Banku Polskim i w samorządach, gdzie rządzi partia Kaczyńskiego.
"Podziemne państwo PiS" ma się dobrze. A jego kadry czekają, by wrócić do władzy.
