Taśmy Kaczyńskiego. Nowe nagranie prezesa PiS: Będą mówić, że jestem niezwykle zamożnym człowiekiem

Wojciech Czuchnowski, Iwona Szpala

„Jest kampania o charakterze czysto politycznym pod tytułem: partia buduje wieżowiec, azjatyckie stosunki czy nawet zgoła stwierdzenie, że to ja buduję, a w związku z tym jestem niezwykle zamożnym człowiekiem. Nie możemy sobie na to pozwolić” – tłumaczył Jarosław Kaczyński przyczynę rezygnacji z projektu.


Prezes PiS miał 2 sierpnia 2018 r. ostatnie spotkanie w sprawie budowy wieżowców na Srebrnej. Powtórzył, że wycofuje się z inwestycji. Mówił też, że brak umowy na prace austriackiego przedsiębiorcy przy projekcie to zaniechanie.

Trzy miesiące później w Warszawie (i w całej Polsce) miały się odbyć wybory samorządowe. Informacja o budowie przez związaną z PiS spółkę Srebrna bliźniaczego wieżowca na cześć prezesa i jego brata za 1 mld 300 mln zł byłaby fatalna dla wizerunku partii i jej kandydata na prezydenta Warszawy Patryka Jakiego.

Spotkanie w centrali partii na Nowogrodzkiej

Druga rozmowa Kaczyńskiego, którą ma nasza redakcja, odbyła się sześć dni po spotkaniu, na którym prezes PiS wyjaśniał austriackiemu biznesmenowi Geraldowi Birgfellnerowi, dlaczego spółka Srebrna nie może wypłacić mu pieniędzy za 14 miesięcy pracy nad przygotowaniem inwestycji. Kaczyński i jego kuzyn Grzegorz J. Tomaszewski namawiali wtedy Austriaka, by zgłosił swoje roszczenie do sądu, a wyrok lub ugoda sądowa będą podstawą do zapłaty.

Kaczyński mówił, że dopóki PiS nie wygra wyborów w Warszawie, a najlepiej w Polsce, nigdy nie zbuduje wieżowca.

Birgfellner był w szoku. Wcześniej ufał Kaczyńskiemu, który był dalekim krewnym jego żony. Nad projektem pracował w ścisłej tajemnicy, bo prezes PiS nie chciał, by sprawa była nagłośniona przez media i opozycję. Pod koniec rozmowy z 27 lipca Kaczyński zadeklarował, że 2 sierpnia przyjdzie na spotkanie z kancelarią prawną Baker McKenzie. Ona też pracowała przy projekcie. Prezes miał nadzieję, że jej prawnicy znajdą sposób na to, jak zapłacić za prace Austriaka.

Spotkanie z prawnikami odbyło się (tak jak większość rozmów prezesa o tej inwestycji) w centrali partii przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. Nie było na nim Tomaszewskiego. Uczestniczyli: Kaczyński, Birgfellner, jego żona (jednocześnie tłumaczka) oraz czworo prawników z Baker McKenzie.

Okres był gorący nie tylko ze względu na porę roku. Trwały protesty w obronie Sądu Najwyższego przed niekonstytucyjną reformą PiS. Partia rządząca ogłosiła listę swoich kandydatów na sędziów SN. Prezes jednak musiał znaleźć czas.

„Nie wybudujesz mi tego”

Zaczął Kaczyński: – My jesteśmy gotowi naprawdę to zapłacić państwu w możliwie szybkim terminie – powiedział prawnikom, odnosząc się do kwoty 101 tys. euro, na które kancelaria wyceniła swoje usługi. – Sprawa druga to jest kwestia tej znacznie większej sumy. Dwa miliony trzysta tysięcy złotych minus to, co dotyczy państwa [czyli Baker McKenzie], bezpośrednio. Załóżmy, że to jest około dwóch milionów – i tutaj jest sprawa no dalej jeszcze idąca z tego względu, że tu nie ma tytułu odnoszącego się do spółki Srebrna – kontynuuje Kaczyński.

Z jego słów wynika, że będzie chciał „znaleźć sposób” na zaspokojenie roszczeń Birgfellnera. Mówi, że te roszczenia „mają podstawy”, są udokumentowane, plus są jeszcze dokumenty, w opracowaniach niektórych z nich prawnicy z Baker McKenzie uczestniczyli.

Kaczyński deklaruje: – W końcu ja byłbym gotowy zeznać [w sądzie], że rzeczywiście te przedsięwzięcia były robione na korzyść spółki, w ostatecznym rachunku miały służyć spółce Srebrna.

Potem ponownie tłumaczy polityczny kontekst sprawy: – To jest perspektywa dalsza, to jest wycofanie się na miesiąc czy na trzy, czy to już jakby, po prostu nierealne, no ale gdyby doszło do zmiany władzy w Warszawie – to jest mało prawdopodobne, ale niewykluczone – to i tak my byśmy z innych względów nie mogli tego prowadzić. I w związku z tym branie, znaczy pożyczanie, na zasadzie założenia, że później będzie udzielony kredyt i z tego kredytu się to spłaci, nie wchodzi w grę.

Jednocześnie prezes PiS – mimo że to on cały czas prowadzi negocjacje – zaczyna przekonywać, że ma związane ręce. – Powtarzam, ja nie jestem zarządem, ja reprezentuję fundację jako przewodniczący jej rady. No to prawda, ma charakter taki jak fundacja, (niezn. słowo) wchodzi do niej trzy osoby, no ja mam tutaj mojego (niezn. słowo) kolegi księdza, który zastąpił arcybiskupa Gocłowskiego, jego kapelana (niezn. słowo), i zgodnie z tą (niezn. słowo) księdza arcybiskupa, naszą, są gotowi, żeby poprzeć te rozwiązania. No tylko my musimy, powtarzam, mieć jakąś podstawę, no bo ja nie chcę tego załatwiać w sposób nieuczciwy (niezn. słowo) dla nas.

Kaczyński zdaje się więc wycofywać z głównej roli, jaką dotąd odgrywał w planowaniu budowy wież na Srebrnej. Jak pisaliśmy, od maja 2017 r. odbył 19 spotkań w sprawie inwestycji, rozmawiał m.in. z prezesem Pekao SA Michałem Krupińskim, którego w marcu 2018 r. zaprosił do siedziby partii i rekomendował, by bank kredytował projekt.

Od 2 lutego 2018 r. Kaczyński miał do tych rozmów prawną „podkładkę”. Otrzymał bowiem pełnomocnictwo od swojej sekretarki Barbary Skrzypek, która ma bardzo skromne udziały w Srebrnej, a głównym właścicielem spółki jest fundacja Instytut im. Lecha Kaczyńskiego. Dzięki temu pełnomocnictwu prezes PiS przewodniczył nadzwyczajnemu zgromadzeniu wspólników Srebrnej. Zgromadzenie podjęło uchwałę o tym, by Srebrna mogła wystąpić o kredyt na budowę wieżowca opiewający na kwotę do 300 mln euro.

Jednak 2 sierpnia Kaczyński umniejsza swoje znaczenie prawne, twierdząc, że nie może niczego narzucać organom spółki Srebrna. Stwierdza zarazem, że projekt jest „nie do zrealizowania” z przyczyn politycznych.

– Mieliśmy taki plan, który został najpierw zablokowany na poziomie możliwości dostania tak zwanego „wz” [warunki zabudowy], zapowiedziano nam to różnymi kanałami z udziałem ważnych polityków Platformy Obywatelskiej, że w żadnym razie ta budowa nie będzie nam udzielona. To na zasadzie, że niektórzy z tych polityków byli kiedyś radnymi Warszawy. Choćby pan Kierwiński [Marcin Kierwiński, poseł PO] powiedział, że „nie wybudujesz mi tego”. I takich sygnałów było bardzo wiele i ponieważ my wiemy, jak w Polsce funkcjonuje prawo, ta opowieść o państwie prawa to kompletna bajka, w związku z tym musimy zaniechać tego przedsięwzięcia. Przy czym, powtarzam, zaniechać czegoś, co jest i tak w tej chwili niemożliwe do zrealizowania, chyba że by była po tym zmiana władzy.

Z tego fragmentu wynika, że Kaczyński ma szczególnie na myśli wybory samorządowe. W tych dniach Patryk Jaki, kandydat PiS na prezydenta Warszawy, zaczynał swoją kampanię. – Od razu mówię, że pan Jaki nie jest człowiekiem cudów. Po prostu nie można przewidzieć, co on będzie… [jeśli?] zostanie prezydentem Warszawy. To jest bardzo samodzielny polityk – podkreśla prezes PiS.

„Srebrna powiedziała: proszę zrobić ten projekt”

Birgfellner wcześniej tłumaczył, że prace dla Srebrnej wykonywał na zasadzie zaufania do Kaczyńskiego. Teraz, po wywodzie prezesa PiS, prawniczka z Baker McKenzie mówi: – Rzeczywiście, sytuacja jest dosyć skomplikowana i delikatna. My wykonywaliśmy nasze usługi na rzecz dewelopera austriackiego [Birgfellnera] i jedyna forma, w jakiej możemy się rozliczyć, to wykonanie [umowy?] z deweloperem austriackim. I ja nie wiem, czy rozumiem, że spółka Srebrna z tym deweloperem austriackim nie ma żadnej umowy.

Wtedy Kaczyński stwierdza: – No właśnie, nie ma umowy, niestety, to jest takie zaniechanie, które, no, chyba nie było tego po naszej stronie, ale doszło do tego zaniechania. No i teraz powstała ta sytuacja, której, no, my po prostu nie mamy możliwości [zapłacić].

A zatem prezes PiS pośrednio przyznaje, że nie podpisał z Birgfellnerem dokumentu precyzującego zarobek Austriaka. I że umawiał się z nim w tej kwestii ustnie.

Tak właśnie Birgfellner pisze w zawiadomieniu, które kilka dni temu złożył do prokuratury. Zarzuca w nim prezesowi dokonanie świadomego oszustwa i domaga się wynagrodzenia w wysokości 1 mln 300 tys. euro. Połowa tej kwoty to pieniądze, które musi wypłacić osobom i firmom, gdyż zaangażował je do projektu.

W rozmowę włącza się Birgfellner. Dowodzi: – To właśnie, uważam, mamy w uchwale… Srebrna przekazuje prawa spółce komandytowej [Nuneaton, spółka powołana przez Srebrną do realizacji projektu] do prowadzenia tego. A więc wszystko jest ustalone i Srebrna nie może twierdzić, że właściwie nie ma kontraktu.

Biznesmen przypomina, że ma od zarządu Srebrnej pełnomocnictwa. – Wiem, to skomplikowane, ale… – urywa. Włącza się Kaczyński. Dopytuje, czy kancelaria Baker McKenzie mogłaby „przejąć umowę” z Birgfellnerem.

– Wydaje mi się to nierealne – odpowiada jedna z prawniczek. Kaczyński wraca do pierwotnego pomysłu: niech Birgfellner idzie do sądu. – Tutaj jest opcja z różnych względów bardzo niemiła, ale, no, wyjście procesowe… Srebrna, prawda, procesy miała, windykacyjne, swego czasu, żeśmy to załatwiali, i nie ma jakby żadnego problemu. Tylko żebyśmy mieli podstawy, że to chodzi o nas, bo w tej chwili, sami państwo widzicie, co jest…

Konkluduje jeden z prawników: – Nie ma co ukrywać. Podmiotem, który realizował to przedsięwzięcie, była spółka Srebrna.

– Srebrna powiedziała: proszę zrobić ten projekt. Konstruowaliśmy wszystko wspólnie, więc musimy znaleźć rozwiązanie wspólnie – dodaje Austriak.

„Nie będzie łatwo…”

Ale rozmowa wyraźnie zmierza donikąd. Prezes prosi, by prawnicy jeszcze popracowali nad rozwiązaniem konfliktu. Prawnicy nie mają na razie pomysłu. Birgfellner wydaje się bezradny.

Spotkanie kończy Kaczyński. Ogólnie umawia się na następne „może przy końcu sierpnia”: – Oczekuję propozycji. Nie będzie łatwo, ale sądzę, że to się uda załatwić. Dziękuję bardzo.

Z informacji „Wyborczej” wynika, że kolejnego spotkania – przynajmniej w tym gronie – nie było. Jesienią Birgfellner zaczął się przez prawników domagać od Srebrnej zapłaty.

W październiku 2018 r. w tekście „Deweloper Kaczyński” po raz pierwszy opisaliśmy całe jego inwestycyjne przedsięwzięcie. Srebrna odpisała nam wtedy, że spółka Nuneaton nie prowadzi działalności i że nie dostała pozwolenia na budowę.

Przed końcem roku Birgfellner miał mieć jeszcze jedno spotkanie z zarządem Srebrnej, ale już bez prezesa PiS. Nie udało się dojść do porozumienia. W styczniu 2019 r. Austriak zwrócił się o pomoc do adwokatów – Romana Giertycha i Jacka Dubois. W ubiegły piątek wysłali oni do prokuratury wspomniane zawiadomienie na Kaczyńskiego.

Jak podał w środę rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej, „prokurator zapoznaje się z zawiadomieniem i załączoną do niego dokumentacją”. Dopiero potem prokuratura podejmie decyzję, czy wszczyna śledztwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *