Taśmy Kaczyńskiego. Tak prezes PiS łamie prawo

Michał Danielewski

Jarosław Kaczyński na nagraniach ujawnionych przez „Wyborczą” przyznaje m.in., że spółka Srebrna działa w imieniu oraz interesie Prawa i Sprawiedliwości. Stwierdza tym samym, że świadomie i celowo łamie ustawę, która zakazuje partiom prowadzenia działalności gospodarczej. Jeśli to nie jest afera, to znaczy, że już żadnej afery w Polsce nie da się ujawnić.

W opublikowanej przez „Wyborczą” rozmowie Kaczyńskiego z kontrahentem prezes PiS nie mówi o spółce Srebrna inaczej niż w pierwszej osobie liczby mnogiej. Ludwik XIV mówił, że państwo to on, Kaczyński – że Srebrna to my, że Srebrna to PiS.

Co w tym zdrożnego? Czy partia nie może kierować komercyjną spółką działającą na rynku deweloperskim? Szkopuł w tym, że nie może. Zabrania jej tego art. 24 Ustawy o partiach politycznych, zakazujący działalności gospodarczej. Tekst opublikowany przez „Wyborczą” pokazuje więc czarno na białym polityka, który z premedytacją łamie obowiązujące w Polsce przepisy.

Więcej, nie są to takie sobie paragrafy, reguły stworzone ot tak, ponieważ posłowie nie mieli lepszego zajęcia, tylko kluczowe zapisy dla ochrony demokratycznego państwa przed korupcjogenną działalnością na styku polityki i biznesu. Ich łamanie na końcu drogi tworzy z demokracji system oligarchiczny.

Partia prowadząca firmę to również zaprzeczenie równych zasad w grze rynkowej: ma przewagę nad konkurentami, bo może zmieniać prawo i zasady dla własnej korzyści. Może również wydawać decyzje administracyjne zgodne z własnym interesem tak, jak zapowiada to w nagraniach prezes PiS deklarując, że dopiero po wygranych wyborach w stolicy Srebrna, czyli PiS, dostanie pozwolenie na budowę dwóch biurowców w Warszawie.

Jak w pełnym rozkwicie wygląda sytuacja, gdy polityka wbrew demokratycznym zasadom miesza się w szarej strefie z biznesem, widzimy w Rosji. Formalnie Władimir Putin nie jest zbyt zamożnym człowiekiem, w rzeczywistości to jeden z najbogatszych przedsiębiorców świata. Z tym, że Putina nikt nie przyłapał, gdy przyznaje się do łamania reguł, a Kaczyńskiego – tak.

Reasumując, „Wyborcza” ujawniła, że szef rządzącej partii politycznej uczestniczy w negocjacjach biznesowych w imieniu spółki, której formalnie nie jest szefem. Pokazała, że lider obozu władzy odmawia w imieniu spółki, której nie jest szefem, zapłaty za wykonane usługi na rzecz tej spółki, polegające m.in. na tworzeniu podmiotów gospodarczych ukrywających prawdziwego inwestora – czyli spółkę, w imieniu której występuje polityk rządzący Polską.

Gdyby opisaną przez nas osobą był prezes jakiegokolwiek innego ugrupowania, miałby dziś rano w domu wizytę pań i panów z Centralnego Biura Antykorupcyjnego w asyście kamer telewizji publicznej. Ale że jest to Jarosław Kaczyński, dla części obserwatorów (głównie prawicowych, ale nie tylko) żadnej afery nie ma. „To nie bomba, to kapiszon” – piszą.

Doszliśmy więc do sytuacji, gdy wielkim skandalem jest, gdy polityk przeklina przy kolacji, a drobnostką, gdy ostentacyjnie przyznaje się do łamania reguł i paragrafów.

Chyba nic lepiej nie pokazuje, jak głęboko zdemoralizowały polską sferę publiczną trzy lata rządów PiS.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *